TARCZA
Gospodarska wizyta G.Busha była tak udana, iż trwała aż cztery godziny, miast tylko trzy. Prezydent pochwalił jedzenie, pieska i wnuczkę L.Kaczyńskiego.
Na potrzeby wewnętrzne prezydenta USA nie poinformowano nas o wcześniej już zapadłych ustaleniach, jak to zrobiono w przypadku Czech.
Taka sytuacja nakazuje zastanowić się nad powagą polsko-amerykańskiego "partnerstwa". Uzmysłowił nam to, pewnie z satysfakcją, prezydent Putin, zgłaszając oficjalnie propozycje wobec USA, a raczej sprytnie informując opinię publiczną, iż nad propozycją Azerbejdżanu jako miejsca instalacji radarów, już od dawna trwają rozmowy amerykańsko-rosyjskie, choć jest to tylko taktyczny wybieg Rosji.
W ten sposób wykazał nam "lojalność" amerykańskiego sprzymierzeńca. Prezydent Bush dobił jeszcze polską dumę oświadczając, iż zaproponował Putinowi powołanie amerykańsko-rosyjskiej komisji w sprawie tarczy. Będą więc debatować o nas, bez nas. A miało być odwrotnie.
Ta sytuacja każe się nam zastanowić, czy możliwe jest rzeczywiste partnerstwo przy tak skrajnych potencjałach, czy raczej możliwy jest tylko wasalizm.
Ale to i tak lepiej, niźli uchodzić za osła trojańskiego Europy.
Rzecz w tym, iż na bezwarunkowym popieraniu USA tracimy raz, na byciu odszczepieńcem Europy tracimy drugi raz, robiąc sobie wroga z Rosji tracimy trzeci raz.
Tymczasem te trzy podmioty jakoś dziwnie łatwo dogadują się między sobą.
Michał Ostrowiecki
|