PREZYDENT SZKODZI
Pan Prezydent wysłał swą ministerkę A.Fotygę do USA,
by zapewnić władze tego kraju, iż chce mieć jego rakiety
w Polsce.
To,że wbrew woli społeczeństwa to mniej ważne - wszak jest
ono przypadkowe - ważne, że komplikuje to obecny etap
polityki rządu w tym zakresie.
Skoro Prezydent " ...czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji
...",a dzięki swemu poprzednikowi A.Kwaśniewskiemu ją ma
- powinien do niej zajrzeć :
1/" Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną
i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej " -
rozdiał VI, art.146.pkt.1 ,
2/ " Prezydent Rzeczypospolitej w zakresie polityki
zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów
i właściwym minstrem." - art.133,pkt.3.
Z zapisów tych wyrażnie wynika,iż politykę zagraniczną
prowadzi Rząd i to bez konieczności współdziałania
z Prezydentem - podczas gdy Prezydent polityki tej bez
współdziałania z Premierem prowadzić nie może.
W języku powszechnie zrozumiałym oznacza to, iż dla swych
poczynań w tym zakresie Prezydent musi otrzymać akceptację
Premiera.
W przeciwnytm przypadku mogłoby dojść do przeciwstawnych
stanowisk w polityce zagranicznej obu ośrodków władzy
państwowej - a chyba nie to jest celem konstytucyjnych
zapisów.
Przedstawiciele obozu prezydenckiego mylnie wywodzą z
konstytucyjnego zapisu, iż jest on "... najwyższym
przedstawicielem RP /art. 126p.1/..." oraz, że "...
jako reprezentatnt państwa /art.133/..." - posiada realną
władzę w zakresie polityki zagranicznej.
Pełni jedynie funkcje reperezentacyjną - podobnie jak
Prezydencji RFN czy Austrii.
Wszak Rzecznik / reprezentant / Rządu reprezentuje go - ale
czy daje mu to prawo do decyzji przynależnych ministrom
poszczególonych resortów , o Premierze nie wspominająć ?
Prezydent RP, w myśl naszej Konstytucji, jest właśnie takim
reprezentantem naszego kraju ... i nic więcej.
To zaś ,że dokonuje takich posunięć jak omawiane, zawdzięcza
jedynie chęci unikania otwartych konfliktów ze strony
Premiera i Ministra SZ. Polacy bowiem reagują emocjonalnie,
niekoniecznie znając Konstytucję.
I nie jest ważne, iż uprawnienia Prezydenta są zbyt mnałe
w zestawieniu z mandatem z narodowych wyborów - to efekt
wyboru systemu politycznego po 1989 roku - ważne, iż takie
zachowania Prezydenta szkodzą Polsce.
Niestety z tym przypadkiem mamy do czynienia. Jest on tym
bardziej grożny, iż przygotowanie takiej wizyty wymaga
wielu uzdodnień i to poufnych.Można więc dojść do przykrego
wniosku, iż USA zaniepokojone oporem polskiego rządu
w sprawie tarczy - używa do swych celów polskiego
Prezydenta - , za jego aprobatą - chcąc w ten sposób wymóc
korzystną dla siebie decyzję na rządzie. Dla PiSowskiego
obozu prezydenckiego jest to z kolei okazja odgrywania się
na PO.
Interes Polski staje się drugorzędny.
Taka sytuacja jest bardzo grożna dla suwerenności Polski
i stabilności jej polityki zagranicznej.
Prezydent L.Kaczyński idzie więc drogą Prezydenta L.Wałęsy:
jest ona jednak znacznie węższa, więc ani prezydenckich
resortów, ani "Obiadu Drawskiego" nie będzie.
Michał Ostrowiecki
|